Wczasy na medal

Relacja z pobytu w OW Korab w Ustroniu Morskim

 

Pod koniec minionych wakacji wybrałam się na wczasy do Ustronia Morskiego. Organizatorem było mało mi znane do tej pory Biuro Turystyczne „NaturaTour”.

Na wczasową bazę wybrałam zachęcająco wyglądający ośrodek wczasowy pod nazwą „Korab”. Moja decyzja została podjęta pod wpływem impulsu, a czynnikiem decydującym była niesłychana bliskość naszego morza (kilkadziesiąt metrów do plaży). Pogoda dopisywała, jakbym wcześniej złożyła „u góry” zamówienie specjalne i zadowolona rozlokowałam się w ośrodku „Korab”.

Poniżej widok ogólny, czyli spora część rekreacyjna terenu „Koraba” oraz nowe pawilony, idealnie sprawdzające się w warunkach letniego wypoczynku.

Ośrodek został oddany do użytku zaledwie 3 lata temu, zatem zarówno domki, jak i otoczenie błyszczało świeżością, nowością i każdy wczasowicz „na wejściu” miał od razu wrażenie ładu i  przyjemnej czystości. Plac rekreacyjny został podzielony na kilka części – tutaj znaleźli dla siebie wszystko amatorzy tenisa, siatkówki, koszykówki, a także ping-ponga.

Dzieciaki z radością mogły dokazywać na estetycznych i bezpiecznych zjeżdżalniach, huśtawkach.

Niewielkie, niedawno posadzone rośliny ozdobne typu iglaki, brzózki, a także drzewka owocowe dodawały ośrodkowi swojskiego klimatu i przypomniały mi się wakacje u babci w dzieciństwie. Pomyślałam, że za jakiś czas będzie tutaj jeszcze ładniej.

Miałam wrażenie, że cała uroda i funkcjonalność terenu rekreacyjnego w otoczeniu ośrodka nie jest wynikiem przypadku – tutaj wszystko było zrobione „z głową”, zaplanowane i zrealizowane od A do Z.

Na zdjęciu powyżej romantyczna altanka – ulubione miejsce wieczornej integracji towarzyskiej. Przekornie nazwana została „konfesjonałem” i miała wielkie powodzenie wśród wczasowiczów (nie tylko tych romansujących).


Oto widok z górnego pawilonu – widać estetykę zabudowy, współgranie z otoczeniem rekreacyjnym, a tam dalej za drzewami – już tylko Bałtyk!
 

Bardzo podobała mi się architektoniczna formuła pawilonów. Poranna kawa najbardziej smakuje na balkonie, na świeżym powietrzu. Wczasowicze śpieszą na śniadanie, witają się, pozdrawiają i cieszą kolejnym dniem dobrej pogody.
 

Skoro już zrobiliśmy małą wycieczkę po terenie ośrodka, pora nam teraz zajrzeć do wnętrza. Oto przestronny hall recepcyjny. Od razu w oczy rzuca się przestrzeń, czystość i uporządkowanie - wszystko oparte jest na starych sprawdzonych tradycjach hotelowych.

A to druga część hallu recepcyjnego, tutaj można przejrzeć pracę, odpocząć po posiłku, nawiązać nowe znajomości.

Niezależnie od pory dnia (i nocy) w korytarzach panował zawsze nienaganny porządek. Tutaj także rządziło zorganizowanie, a uśmiechnięte panie pokojówki - były zawsze skore do pomocy. Teraz zmierzamy na pięterko. Jak widać wystrój utrzymany jest w stonowanej, pastelowej tonacji – dominowały ciepłe barwy, beże, lekkie brązy – takie wnętrze wprowadza spokój i dobrze wpływa na psychikę.

Na górze: niespodzianka. Uroczy kącik rekreacyjno-wypoczynkowy. Żywa zieleń, wygodne fotele, w których można było po królewsku odpocząć, a wszystko przy udziale dziennego światła, które szeroką falangą obmywa to urocze miejsce. Nowoczesny zielony zakątek na długo mnie zainspirował i nie miałam ochoty go opuścić.

Pora zajrzeć do pawilonów mieszkalnych. Ośrodek „Korab” ma wiele apartamentów – są one zróżnicowane pod względem umiejscowienia i umeblowania. Apartamenty (w zależności od gabarytów) adresowane były zarówno dla rodzin, dla grup przyjacielskich, a także dla dwóch osób.
Tutaj niewielka część dolnego apartamentu i fragment schodów, prowadzących na górę – do sypialni. Na dole znajdował się ponadto estetyczny, niewielki aneks kuchenny oraz łazienka.

Teraz przechodzimy do apartamentów jednopoziomowych. Charakteryzowały się tym, że składały się z dwóch pokoi połączonych wspólnym przedpokojem i łazienką.
I znów urzekła mnie przestrzeń i znakomite zaaranżowanie wnętrz – dla kogoś, kto nie lubi tzw. ”zagracenia” i dojmującego uczucia ciasnoty - były to wnętrza idealne!

Ogromne okna/drzwi balkonowe były strzałem w dziesiątkę. Wpuszczały wiele światła słonecznego, ponadto stanowiły błyskawiczne wyjście na łono natury, gdzie na estetycznych balkonach można było w spokoju posłuchać szumu morskich fal oraz śpiewu ptaków, które licznie zamieszkują cały teren „Koraba”

Przykład pokoju dla niewielkiej rodziny: mama z tatą mają do dyspozycji wielkie łoże, a dziecko spokojny kącik.

Estetyka i symetria – któż oparłby się takiemu łożu? Pod spodem leżaki – sprzęt niezbędny przy wszelkich wyprawach na pobliską plażę.

Łazienki utrzymane w jasnych pastelach zachęcały do odświeżenia się. Wygodny prysznic, umywalka – wszelkie akcesoria bardzo przyjazne w użytkowaniu… a na pochwałę zasługuje fakt, że ośrodek wczasowy „Korab” ma także miejsca przystosowane dla niepełnosprawnych wczasowiczów. Ktoś o kulach lub na wózku inwalidzkim nie ma tam żadnych problemów lokomocyjnych, związanych z codziennym użytkowaniem niezbędnych akcesoriów sanitarnych. Bardzo przydatne były niewielkie suszarki – jak znalazł po powrocie z plaży.

Jadalnia utrzymana jest w klasycznym, sprawdzonym stylu i co dziwne:  wystrój wnętrz sprzyjał nagłemu… rozwojowi apetytu. Jako smakosz (nie mylić z żarłokiem) – wysoko ceniłam ten fakt. Kucharze przechodzili samych siebie, by dogodzić nawet najwybredniejszym gustom, panie kelnerki śmigały między stołami aż miło, ale największym przebojem był stół szwedzki.
Wszak wiadomo, jak ważne dla zdrowia jest śniadanie – to kluczowy posiłek w ciągu dnia i ucieszył mnie fakt, że obsługa w „Korabie” dobrze o tym wiedziała.

Poniżej kilka zdjęć, które być może choć w części oddadzą urodę, walory odżywcze, a przede wszystkim kapitalny smak potraw, które cieszyły o poranku.

Jedzenie było zbilansowane wg mądrej zasady: dla każdego coś dobrego.
Na szczególne uznanie zasługuje fakt, że szwedzki stół zaspokajał także podniebienia wegetarian i wczasowiczów, którzy ze względów zdrowotnych mają stałe diety.
Dzieciaki również miały swoje specjały i wiele „zdrowych słodyczy”.

Widząc tak przyozdobione dania, pokusa była nie do odparcia i założę się, że nie tylko ja wróciłam z wczasów jakby cięższa ;)

Nigdy nie zabrakło ryb. W końcu byłam nad morzem, a tutaj są one najświeższe i smakują najwspanialej. Finezja, estetyka, różnorodność - równa się Smak (przez duże S). Jeśli  kucharz podśpiewuje podczas przygotowywania posiłków, to oznacza że jest pasjonatem, lubi to co robi – na efekty zatem nie trzeba było długo czekać.

Pora wyjść z kuchni, ze stołówki i zająć się strawą „dla ducha” (skoro ciało już w pełni nasycone).

Ustronie Morskie jest niewielką miejscowością , która nie ma nawet praw miejskich, ale jest coś co każdego roku ściąga tutaj rzesze turystów z całej Polski a także z dalszych regionów. To niezwykły nadmorski klimat i aura pełna niespodzianek. Miałam to szczęście, że trafiłam na Festiwal Indii 2014 – wspaniałe barwne widowisko, młodzi ludzie ciągnący radosnym korowodem przez ulice Ustronia.
Na zdjęciu: jedna z egzotycznych piękności śpiewająca hinduskie pieśni radości.

Cieszyły mnie nie tylko imprezy ogólnodostępne na terenie Ustronia, ponieważ i w ośrodku „Korab” zawsze coś się działo. Poniżej migawki z uroczego występu utalentowanych cyrkowców. Występ cyrku odbywał się w godzinach popołudniowych i zgromadził wielu zainteresowanych wczasowiczów. Uroczy niebieski słoń rozbawił wszystkie dzieciaki, które piszczały z radości na jego widok.

Moje wspomnienia z gościnnego ośrodka  „Korab” w Ustroniu Morskim powoli zbliżają się do końca.
Przyszła mi do głowy jedna myśl: diabeł śpi w szczegółach… i tak oto drobny detal – szczególik, który już zawsze będzie sympatycznie się kojarzył… a to przecież tylko kolorowy haft na ręczniku.
Czy tuż nad morzem, czy blisko gór – jest zawsze z Tobą Natura Tour (mam nadzieję, że częstochowski rym będzie mi wybaczony)…

… i już pora pożegnać się z „Korabem”.

Nad ośrodkiem zapada zmrok i pogodne niebo pochyla się nad pawilonami…

A na plaży nieopodal „Koraba” - wieczorna bryza działa jak balsam…


Może kiedyś znów dobre wiatry przywieją mnie w te strony, gdzie morze, gdzie plaża i wiatr, gdzie słowo Wypoczynek, powinno się pisać dużą literą…

Wrócę tu?
Wrócę tu na pewno!

                                                                                              Tekst, zdjęcia i opracowanie:

                                                                                               Iza Kozia Kozłowska